Sprawy ważne i coraz ważniejsze, innych nie chcemy mieć. Choć te błahe smakują jak choćby czarna kawa, czysta od mycia podłoga, zrobione na czas zakupy – grunt. A priorytety, co jeżeli świat na głowie staje? Gwałtowne zmiany odczuwamy nawet z oburzeniem, instynktem szybkiego odzyskania równowagi, wymuszeniem od siebie skutecznej gardy. Przedstawiamy mocne argumenty na pewność podjęcia życiowych, żelaznych kolei losu. Ale żądają podszewki od każdego kłaniającego się kapelusza. Z czym, z kim i jak, kółko codziennych spraw załatwić muszą właśnie mniej sprawne, osoby starsze wiekiem?

 

Przewlekłość topografii – mapa a teren

 

Infrastruktura, komunikacja i siły własne

 

miejski pospiech

 

Jasność łapiemy od razu w biegu, autobus rusza już z przystanku, z zaskoczenia problem z równowagą i koordynacją, w ręku siatka i kula, nikt nie poczekał, wzrok pozostałych pasażerów odprowadza wzrokiem na lądowisko. Siedzi. Ale trzeba będzie wysiąść za dwa przystanki. Może ktoś krzyknie za kierowcą, żeby uwzględnił, bo tłum i ciężko się przecisnąć pod słuchawkami smartfonów.

 

Miasto. Mieszkanie własne, meble, dywany, szklanki – kawał historii. I ten wygodny fotel, rzeźbiony niepełnosprawnością. Brak windy, bo to starówka i czwarte piętro. Wstać trzeba samemu. Tu jest inaczej, bo po staremu. Szum miasta i rzeka ludzi, uchylone drzwi balkonu, pewność postoju.

 

Zachmurzony dzień. Z zamyślenia impuls, lekka garść leków; krótki rzut oka na zapas żywności z cotygodniowych, dociągniętych zakupów; teraz sprawdzona co do zawartości kurtka, jeszcze wygodniejsze spodnie. Buty i czapka. Wydech. Właściwy klucz do zamka.

 

Miasto przyjazne niepełnosprawnym, jak gdyby oczy nie myliły. Dobrze widoczne promocje, nazwy ulic wciąż te same, szybkie nad przepaścią przejścia dla pieszych, chodniki ze szkła, dystans urzędowy wciąż zgodny z klasyfikacją miar.

 

Tylko powietrza brakuje.

 

Zwykły kwit – w tą i z powrotem

 

oddalona apteka na snieznym chodniku

 

Powodów niepowodzenia może być wiele. Błąd pióra lekarskiego na recepcie, konieczność zamówienia leku, brakująca kwota (może lepiej najpierw iść do apteki a nie do spożywczaka?), przedawnienie skierowania, wyczerpany limit sprintu miejsc, niepamięć i brak dowodu potwierdzającego tożsamość człowieka zmęczonego.

 

A dziś choć dużo, to szybko. Jeżeli towaru nie ma już na półce, lub nie ma zamiennika, to można jadłospis ułożyć z podstawy. Promocja. I tak: chleb, masło, mleko, gorzka czekolada (najlepsza!). Jutro rano na kromkę jeszcze spojrzenie z góry. Potem planowe manewry wózka-torby z rączką na sprytnych kółkach. Trochę więcej marginesu na to, bo to rutynowa sobota. Płatki owsiane i wszystko co dziś niegotowe w kilogramie się mieści. Tak się pamięta: na wagę i sztukę. Gazetka dyskontowa ze skrzynki – niczym katalog zza granicy. Tylko tam informacja za którą warto pójść. Dzieci na wyspach a wnuki z utrzymania dla nauki. Może dlatego mamy panel zniżki, żeby ktoś się w ogóle z domu pofatygował. Większa czcionka załatwia sprawę.

 

A gdy najkrótszą drogą - to przez telefon. Wirtualna, informatyczna, tonowa, analogowa..... kolejka losu. W drugą stronę głuche i dopraszające na okazję telefony. Kto wyprzedza coraz bardziej nowoczesnego seniora?

 

Szybkie tempo, wolne wybory

 

Można odnieść wrażenie na miejsce, że tylko fakty są w stanie zaskoczyć niepełnosprawnego wiekiem seniora. Starte zmysły, logiczne spekulacje o tym jak było i toczące się klepsydry pamięci. Społeczeństwo oparte na relacjach i drabinach – dominacja szybkości czasu reakcji. Gdyby nie mądrość ludowa, to nie było by możliwości spocząć na fotelu na kółkach we własnym pokoju. Wszystko odjeżdża gdy nie zdążysz z planami. Ile się mierzyć?

 

Potem przy okazji pytają starsze małżeństwa, jak udało im się wytrzymać ze sobą kilkadziesiąt lat. Odpowiadają, że za ich czasów, to co się zepsuło, naprawiane było.

 

Nieoczekiwane, że wolne tempo, niesprawność, ociężałość, opóźnienie – często ratują znaczną wartość: pracy, humanizmu, godności i życzliwości. Podwójna przykrywka: trudne dzieci, brawo my, chorzy rodzice – temperatura wrzenia po wieki stała. Nie można ot tak, się oparzyć.

 

Szach i ruchy dowolne

 

Służba zdrowiu w ochronie zdrowia

 

puste szpitalne lozko

 

Ktoś podsumował koleżanki po fachu, że "...te pielęgniarki, to nie jest już dla nich taka oczywista misja. Mają dzieci, dom, kredyty...". Coraz częściej muszą się specjalizować, choć najważniejsze są zasadnicze uprawnienia. To o tych drugich alarmują statystyki. Ratownicy podali stawkę godzinową za jaką pracują – w proteście. Komu dobrze płatno w państwowym kotle za kwalifikujące wykształcenie, jakimi są studia? Ale wymigali transparentem, że zastają ludzkie życie, bo o takie chodzi. Relacje z miejsc wezwania na żyletę. Fizjoterapeuci? Przecież to rehabilitacja jest potrzebna. Każdy się wpisze. Najlepiej rodzina.

 

Demografia podbija i drenuje. Pełna proteza. Kto się na niej chodzić będzie uczył? Uwierzyć za dwadzieścia-trzydzieści lat w złotą, srebrną gospodarkę? We własne siły, bo za finansami, kadrami, emeryturami, pójdzie ZDROWIE. Tzn., temat zdrowia. Dane będzie pacjentem być i ze spokojem żyć.

 

Cykl gospodarczy emeryta-konsumenta

 

Miesięczny, tygodniowy, na dany dzień. Apteka, dyskont, poczta – nie teatr, nie kawiarnia, nie CH. Co w domu z inwestycji, to zawekowane. W naczyniu zawarte, pod ciśnieniem domknięte. Cyka wskazówka, miernik czterech ścian. Tyle poszło, tyle dojdzie. Jednak z człowieczeństwem się zostaje niczym z warstwą kurzu i z tym co obce nie jest od palców. Narzędzia codzienności tych wszystkich niedostępnych ludzi. Czy ich przekonanie co do siebie wpierw, ułatwiło by rozpoczęcie dążenia do celu? Wytyczonego jako zmniejszenie ryzyka upadku? Prewencji kardiologicznej? Poprawy wytyczonego bezpieczeństwa? I sprawności funkcjonalnej. Rodzina.

 

Stałe wydatki i pewność jutra – tego w które wejść trzeba. Może nie rozumiemy tak jasnych potrzeb, że kryształ i łza niewzruszone chcą być. Chyba się narzucamy, posłuch otrzymujemy, po wykonaniu sprzątamy – i się cieszymy, że poszło. A sami przecież więcej niż możemy – chcemy. Racja i prawo wieku.

 

Działania osób pomagających... przetrwać

 

Osoby obłożnie chore jak i znacznie ograniczone lokomocyjnie, nie tak rzadko mają przy sobie tylko sąsiada. Takiego który rozumie, bo rówieśniczy, no i zna kapitał, zna choroby i przewidzi różne braki. Pamięta, bo widzi. Zapewni obecność - to tak często motywuje do podjęcia kromki chleba i herbaty z oporannych wschodów. Forma depresji na życzenie – chęć oczekiwania. Można się zamyślić i zatrzymać w tym co o wspomnienie rzuca cień.

 

Bardziej życzliwa, stała i pełna treści – starość u boku. Może i z tłumu w jeden sposób można się nauczyć żywić chęci, gdy grom wybiera numer, że o nasze jasne niebo chodzi – że został czas już tylko na dojazd.

 

widok na miasto zza ciemnych drzwi